Ks. prof. Waldemar Chrostowski: pontyfikat Jana Pawła II jest w całości osadzony w prymasowskiej posłudze kard. Wyszyńskiego.

23 maja 2020

W najnowszym, majowym numerze miesięcznika „Wpis” ukazała się obszerna rozmowa z wybitnym duchownym, ks. prof. Waldemarem Chrostowskim, który wspominając Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego i jego związki ze św. Janem Pawłem II ukazuje wiele nieznanych faktów. Publikujemy wypowiedź z tego wywiadu, gdzie ks. prof. Chrostowski opowiada o swoich spotkaniach z Prymasem Tysiąclecia oraz św. Janem Pawłem II.

W latach 1976-78 byłem wikariuszem w parafii Świętej Trójcy w Ząbkach pod Warszawą. To był czas posoborowy, kilkanaście lat po Vaticanum II. Czas rozmaitych nowych inicjatyw. Proboszcz, ks. Tadeusz Karolak, zorganizował wtedy jeden z pierwszych w Polsce synodów parafialnych; jego podsumowanie odbyło się wiosną 1978 r. w obecności kard. Stefana Wyszyńskiego. Podczas Mszy św. wygłaszałem coś w rodzaju résumé i homilii. Po uroczystościach Ksiądz Prymas zapytał, co chciałbym w przyszłości robić. Odpowiedziałem bez wahania, że studiować biblistykę. Zapytał: „Gdzie?”. Odpowiedziałem: „W Rzymie”. Ksiądz Prymas odparł: „Dobrze. Chcesz, to będziesz”. To było decydujące. Musimy pamiętać, że w tamtych czasach było inaczej niż dzisiaj. Od tej decyzji wszystko zależało, łącznie z otrzymaniem paszportu i utrzymaniem w Rzymie. Ksiądz Prymas – mogę to powiedzieć, abstrahując od własnej sytuacji – ufał ludziom i umiał uszanować człowieka takim, jaki on jest. Nie było w nim nawet cienia zazdrości, która nie pozwoliłaby temu, który jest obok, wzrastać i dojrzewać. Przeciwnie, kiedy doszedł do wniosku, że ten człowiek do czegoś się nadaje, czynił wszystko, żeby rozwijać jego potencjalne możliwości. Tak było i ze mną, za co jestem mu bardzo wdzięczny.

Później miałem jeszcze wiele spotkań z Księdzem Prymasem. Mogę opowiedzieć o niektórych, choćby taką anegdotę: Do Rzymu przyjechałem 26 sierpnia 1978 r. – był to akurat dzień wyboru papieża Jana Pawła I. Pamiętam tłum zgromadzony na Placu św. Piotra i entuzjazm Włochów. Z początkiem września zamieszkałem w Papieskim Instytucie Polskim w Rzymie na via Pietro Cavallini, gdzie zawsze zatrzymywał się też Ksiądz Prymas. Przed wyjazdem do Włoch wysłałem sobie pocztą paczkę, w której była m.in. sutanna; wydawało mi się, że do września dojdzie. Okazało się, że nie – być może z powodu jej zawartości. Tak więc chodziłem ubrany w tzw. krótki strój kapłański (a były to czasy inne niż dzisiaj, księża chodzili raczej w sutannach). Pewnego dnia, podczas posiłku, rektor instytutu, ks. infułat Franciszek Mączyński, mówi do Księdza Prymasa: „Widzi, kogo przysłał? Nawet sutanny nie ma!”. Kard. Wyszyński na to: „Nie ma? To jest poważny brak!”. Do mnie zaś powiada: „Nie martw się, coś z tego będzie. Ks. rektor na pewno na tę sutannę da ci pieniądze albo ją kupi”. Na co rektor: „Nie, nie! Paczka wysłana, to na pewno przyjdzie! Zaczekamy, zaczekamy!”. Ta sytuacja pokazuje zwyczajne ludzkie spojrzenie i poczucie humoru Księdza Prymasa.

Kard. Wyszyński miał w sobie coś, co jest rzadkie u osób ważnych w hierarchii kościelnej. Miał czasami spojrzenie chłopca, który chce spłatać figla. Działo się to w sprzyjających temu sytuacjach, w momentach rozluźnienia. Oczywiście, nie robił tego w stosunku do słabszych od siebie, bo nie na tym to miało polegać. Płatał figle tym, którzy sami siebie uważali za ważnych. Miał wtedy figlarny uśmiech, z którego wynikało, że zaraz sytuacja, choćby najbardziej kłopotliwa, zmieni się na lepsze. Zachował tę umiejętność do końca swego życia. Zachował też świeżość w ocenie drugiego człowieka, w spojrzeniu na rozmaite sprawy, zwłaszcza sprawy bardzo ważne.

Kilka dni później (licząc od dnia rozmowy o sutannie) Ksiądz Prymas wybierał się z powrotem do Polski. Było to 8 września. Wtedy dokonał mi wpisu do książki wydanej w 1969 r. w Stanach Zjednoczonych dla uczczenia Tysiąclecia Chrztu Polski, który brzmi tak: „Drogiemu księdzu Waldemarowi Chrostowskiemu błogosławi na pracę w Rzymie, na Instytucie Biblijnym, z życzeniami, by uniknął błędów, których ja nie zdołałem uniknąć. + Stefan Wyszyński, Roma, 8 XII 1978”. Jakże zobowiązująca to dedykacja i jakże pokorna! Wielki Prymas Tysiąclecia, człowiek, który cierpiał dla Chrystusa, który był internowany, który był obrazem Polski i polskości za granicą, napisał o błędach, których nie zdołał uniknąć… Nie znam nikogo, kto jest tak pokorny! Ten wpis pokazuje prawdziwą twarz Księdza Prymasa. Jest w nim zawarta doza czułości i dobroci, która onieśmiela i zobowiązuje.

Wtedy, gdy rozpoczynałem studia, gdziekolwiek powiedziało się we Włoszech „Polonia”, to natychmiast słyszało się: „Wyszyński! Wyszyński!”. Nie było żadnych innych skojarzeń. „Polonia” to Wyszyński!

Pod koniec września 1978 r. zmarł papież Jan Paweł I. Kilka dni później Ksiądz Prymas znowu przyjechał do Rzymu. Widać było wyraźnie jego żal, smutek i zaskoczenie. Zauważyłem, że modlił się więcej niż wcześniej. Był poruszony tym, co się wydarzyło. Najbardziej utkwiła mi w pamięci scena, kiedy to na dzień przed konklawe do naszego Instytutu, gdzie mieszkał także Ksiądz Prymas, przybył kard. Karol Wojtyła. Podczas obiadu Ksiądz Prymas zaczął mówić o śmierci Jana Pawła I oraz o tym, że jego dzieło trzeba podjąć i kontynuować. W imieniu, które sobie przybrał, zawierały się imiona dwóch poprzedników: Jana XXIII i Pawła VI. Następnie Ksiądz Prymas malował sylwetkę przyszłego papieża. Było to długie i dość osobiste przemówienie. Zakończył je słowami, że nowy papież to będzie Jan Paweł II, który będzie kontynuował rozpoczęte dzieło. Kard. Wojtyła słuchał tych słów (głowę miał opuszczoną na piersi, nogi wyciągnięte pod stołem). Słuchał i słuchał, po czym obaj wstali i wyszli. Nazajutrz udali się na konklawe…

W poniedziałek 16 października 1978 r. świat obiegła wieść, że papieżem został kard. Karol Wojtyła, który przybrał imię Jan Paweł II. Wtedy nastąpił zwrot w życiu kard. Wyszyńskiego. Do tej pory czuł się jedynym odpowiedzialnym za to, co dzieje się w Kościele w Polsce. Czuł, że cały ciężar przewodzenia spoczywa na jego barkach i zdawał sobie sprawę z odpowiedzialności, która z tego wynika. Był ikoną Polski na całą Europę. Wtedy sporo podróżowałem. W Holandii, Belgii, Francji i Włoszech słyszałem jedno: „Polonia?” – „Wyszyński!”, „Pologne?” – „Wyszyński!”. W 1978 r. taką ikoną stał się Jan Paweł II.

Wybór papieża Polaka to była niezwykle poruszająca chwila. Kiedy Ksiądz Prymas wrócił po konklawe do Instytutu, widać było, że jakby zdjął z siebie jakiś ciężar. Muszę przytoczyć pewną rozmowę, którą wtedy z nim odbyłem. Powiedziałem: „Chyba Ksiądz Prymas czuje się trochę jak Jan Chrzciciel?”. – „A dlaczego tak myślisz?”. – „On przygotował drogę dla Jezusa, a Ksiądz Prymas dla Jana Pawła II”. – „Wiesz, ty masz rację. Mój czas już jest skończony”. Powiedział to z poczuciem ogromnej ulgi.

Kiedy mówimy o kard. Stefanie Wyszyńskim, trzeba podkreślić coś, co, niestety, nie jest dostatecznie podkreślane, a odbywa się też z wielką krzywdą dla Polski. Chodzi o słowa, które wypowiedział Jan Paweł II tydzień po konklawe, 23 października 1978 r.: „Czcigodny i umiłowany Księże Prymasie! Pozwól, że powiem po prostu, co myślę. Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego papieża Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było Twojej wiary nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twojego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, który jest związany z Twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem”. To jest klucz do historii Polski! Nie byłoby Jana Pawła II bez kardynała Stefana Wyszyńskiego! Kto tego nie rozumie – niczego nie rozumie. Albo, co częstsze, celowo chce zakłamać najnowszą historię Polski.”

Pontyfikat Jana Pawła II jest w całości osadzony w prymasowskiej posłudze kard. Wyszyńskiego. Zwróćmy uwagę na drogę Karola Wojtyły: mając lat 38 został biskupem, mając lat 47 – kardynałem (dziś najmłodszy polski kardynał liczy sobie 70 lat), a gdy miał 58 lat, został wybrany papieżem. Wszystko to działo się w okresie, gdy Prymasem Polski był kard. Stefan Wyszyński. Gdyby nie jego cierpienie, mądrość, zdecydowanie, roztropność i osobista świętość, z pewnością nie byłoby Jana Pawła II. Dla tego, kto chce zrozumieć historię Polski w XX w., kluczem są dwie postacie: kard. Stefan Wyszyński i Jan Paweł II.

Całość rozmowy w majowym wydaniu miesięcznika „Wpis”.